Stare Wiersze/Opowiadania

hmm… postanowiłam dodać również moje wiersze. sądzę, że w ten sposób będzie mnie łatwiej poznać. Wiersze w kolejności od najstarszego do najmłodszego. Najstarszy (The Death Zone, powstał w roku 2003 (lat 14), a najmłodszy w marcu tego roku. może jakiś psycholog/psychiatra się mną zainteresuje :P a dodaje, je również po to, by osoby zainteresowane miały jakiś ogląd na mnie, nie koniecznie na podstawie notek.

The Death Zone

When my head is exploading
My heart is breaking
When I’m scrabbling about the tone
When I’m looking for this one
And there is a lot of noise
The hell hears my voice
And trying to help me
I can everything see
My spirit changing
But there is only one thing
That I’m very angry from the inside
My sight is transforming into bad sight
I wanna kill everyone
But I haven’t got how

That’s why my world disappeared into the death zone…

The death zone, death zone
I’m looking like demon
I hate all the world
When the last word
Drop from my lips
The skin is cutting into my ribs
The beast exiting from me
And I dont wanna be!

Hopeless Dreamer…

If I could draw,
I would draw you with me…
Just here, by my side…
But I can’t…
There’s nothing else but dreams,
which never come true…
So what that I love you…
So what that’s so harmful!
I have just become painless…
I’m just a hopeless dreamer, who has a hope to the end…
With my brush and my paper,
I will continue to paint my dreams,
which never come true…

Sakagami Kouya

Na końcu.

Patrzę i Widzę
Otchłań niebieską
Feniksy i Smoki
Pokryte czerwienią
Ból i Cierpienie
Zewsząd się wylewa
Smutek i Zgon
W dwóch zacnych rodach
Nienawiść i Miłość
Dwójka przeklętych
Smoczyca i Feniks
Chcą zmienić bieg wojny

Wtedy czy Teraz
Bitwa się toczy
Początek czy Koniec
Wszystko swój ma
Ziemia czy Raj
Co będzie nam dane
Wolność czy Służba
To my wybieramy
Słowa czy Czyny
Czas zacząć działać
Matko czy Ziemia
Niech przestaną cierpieć

Stworzenia i Ludzie
Zmieńmy tą historię

Ludzie czy Stworzenia
Pomóżcie

Wybór.

Dostałam wybór…

Życie… czy Śmierć…

Ponoć jedno bez drugiego
istnieć nie może, a mimo wszystko,
dostałam wybór…

Zabić Życie, czy też Śmierć…?

Zabijając Życie, stanę się bez życia…
Bez celu…
Warzywko.

Zabijając Śmierć, sama śmiercią się stanę…
Lecz będę żyć…
W pełni.

Jednakże Śmierć nie jest zła…
Życie jednak – zbyt niewinne…

A samemu sobie nie zostawię żadnego z nich…

Dostałam wybór…
Życie, czy Śmierć…?

Fioletowe chmury…

Gdyby to ode mnie zależało,
a nie od Matki Ziemi,
usmażylibyście się wszyscy
w deszczu
nieskończonego gniewu
piorunów!

Nimfi Śpiew

Uciekam. Mnie gonią tysiące nóg.
Tupocę, tupoczą – zbliża się wróg.
Co więcej – myślałem – nie mam już szans!
A oni ścigają – chcą złapać zawczas.

“Niszczą nam las, przeklęci ludzie…
Chodź woju, chodź! Pochłonie też cię!
Spróbuj ocalić nasz las, kochany.
A my twą duszę oddamy. Oddamy…”

Patrzę i widzę – płonący las!
Nastał już zmrok, późny jest czas.
Wbiegam więc w paszczę ogniów tych. Smród!
Gdzie teraz pobiec? “Tam” – powiał chłód.

“Wbiegnij w głąb lasu, pokażem ci się.
Wyprowadź nas stąd bezpiecznie. Bezpiecznie…
Ten las naszym domem, domostwo nam płonie!
Człowiecze najmilszy, podaj nam dłonie.”

Co zrobić? Co robić? Cóż czynić mam?
Nimfy ja widzę, to tu, to tam.
Tańczą radośnie w figlarnych płomieniach!
Cóż mnie pociąga w tych pięknych dziewczynach?

“Nie możesz nas dotknąć… Nie wierzysz więc w nas?
Pobiegnij, pobiegnij, głębiej w nasz las!
Usłysz nasz głos, usłysz nasz jęk!
Nie pozwól nam cierpieć straszliwych męk.”

Podchodzę, znikają! Jak niczym mgła!
Odwracam się, patrzę… Tam jedna szła!
Za nią pobiegłem, rzuciłem się w tan.
Wabi muzyką i ciągnie mnie tam.

“No powiedz, no powiedz, jak uciec stąd?”
- Biegnijcie me miłe, biegnijcie pod prąd!
Dotrzecie tamtędy na lasu skraj,
Znajdziecie gdzieś indziej ładniejszy gaj.

“Wyzioń tu ducha. Pobiegnij za nami!
Pobiegnij swą duszą z naszymi krokami,
Uwierz w nasz śpiew, uwierz też w nas,
Żeś lepszy, silniejszy od szarych mas.”

Widzę, światełek więcej jest tu.
Coraz goręcej, aż brak mi tchu!
Upadam! Majaczę! Nie widzę już ich?
I już ich nie ma, ni jednej z nich…

Ścieżka Snu

Biegnę drogą.
Burza wkoło,
Pioruny tańczą,
Chcę zniknąć.
Przechodzę przez
Płot. Woda
U mych stóp.
Schodzę więc
Niżej, idę
Tunelem. Światło!
Przechodzę na drugą
Stronę. Krwi
Łaknienie we mnie
Się budzi.
Chcę krwi.
Marzę o niej!
Zęby rosną.
Futro pokryło
Mą twarz.
Lwie łapy.
Słyszę głos z
Wnętrza mego:
„Krwi mi daj,
Krwi!”. Wychodzi
Dusza druga.
Słońce w czerwieni
Na horyzoncie.
Ludzie plugawi
Do stóp padają.
„Nie ma litości”
- rzekła. Zaczęła
Się rzeź.
Uciekają rodziny,
Uciekają pełni
Grzechu w sobie.
Spijam ten dar,
Życie płynne,
Morze Czerwone!
Cień pojawia
Się przede mną.
Stoję ja i ona
Zarazem, w bezruchu.
Anielska postać
Zasłania mi drogę.
Błysk! Obie, ja
I postać owa
W pierwszej linii.
Za nami tłumy!
Ręce mam w krwi.
Włócznia ma o
Ramię opiera się.
Budzę się, łóżko!
Leże wygodnie.
„To tylko sen”
- pomyślałam, lecz
Ona mi rzecze
„Więc spójrz na
Swe dłonie!”. W krwi
Były, a wokół
Łoża trupy
Warstwami. Wrogowie,
Rodziny, polegli.
I znów pobudka
W lwim ciele.
Hor(us) przede mną,
Ze swym orszakiem.
Bastet w oddali
Mrugnęła do mnie.
Przychylnym spojrzeniem
Ją obdarzyłam. Grunt
Pod nogami mi się
Obala. W czeluści
Piekielnie zostałam
Wygnana! „Marzenie
Marzeniem zawsze
Zostanie” – rzekła
Widząc kocią,
Wyciągniętą łapę.
Portal zamknęłam,
By w górze została.
A tu, na dole,
Ja sama. W
Łożu, w mym
Ciele, z ankhiem
Na piersi, ze łzami
Na twarzy pytam
Się duszy: „A więc
To tak było…?”

Chwila uniesienia.

Jest już noc. Gwiazd praktycznie nie widać przez ten smog unoszący się nad miastem. Świeci się wiele latarni. Dziesiątki. Ba! Setki ludzi mijają mnie przechodząc obok. Czuję smród cywilizacji. Z ulicy dochodzą dźwięki jeżdżących samochodów oraz tramwajów. Lecz ja… Nie słyszę nic… Lecz ja… Nie widzę nic…

Wieje lekki wiatr. Czasem tylko zwieje trochę mocniej, a wtedy… Owy powiew wlatuje w każdą szparę mojego ubrania… Błądzi po powierzchni mojego ciała… Czuję jak gęsia skórka pojawiła się na mej skórze, a wiatr przemierza i pieści moje ciało, począwszy od stóp, przechodząc do łydek… Po udach… Otaczając brzuch i plecy, dochodząc do piersi… Do ramion… Przechodząc do szyi, karku i bezlitośnie mnie opuszczając. A ja, zostawiona, pobudzona, chcąca więcej, czekam samotnie wśród tłumu… Czekam, aż znów przybędzie… Znów otoczy… Da mi więcej… Więcej wrażeń! Jednakże wiatr, więcej nie da… Nie potrafi… Potrzeba więc użyć, skorzystać z pomocy czegoś bardziej… ludzkiego…!

Tak… Ciepło dotyku… Smak uniesienia… Ciało partnerki, partnera… Widok dwojga oczu… Gorący płomień namiętności nas otaczający… Ciche szepty… Potok słów… Gesty… Dotyk… Przyjemność odbierająca rozum rzeczywistości… Gorączka! Syki świec… Strzelanie iskier… Szelest pościeli… Zapach lasu, roślin, drzew… Dotyk kogoś… Kto dotknął Cię… A Ty… Nie mogąc się wyrwać z łańcuchów, błagasz o więcej…! Krzyczysz! Wrzeszczysz! Czujesz ból! Przyjemność, pożądanie! Krąży wokół Ciebie, nie dając się dosięgnąć! Ciemność, a co jakiś punkt płomień… Smak, zapach kokosa otacza Cię zewsząd… O tak… Jest dzika… I to bardzo! Nieokiełznana dotąd przez nikogo, prócz mnie. Czy… podołasz…?
Creation and Destruction

Both: They said to us that…

Creation: I’ll create…
Destruction: I’ll destroy…
Both: The Future…

Creation: They are wrong.
Destruction: They are right.
Both: About us.

Creation: I am here for people who want to change.
Destruction: I am there for people who won’t change.
Both: We fight together.

Creation: I am Live.
Destruction: I am Death.
Both: We are Rebirth.

Creation: We are the Future.
Destruction: We are the Past.
Both: We are the Union of Opposites.

Creation: We will win.
Destruction: We will fight.
Both: The Last War on the Earth.

Creation: We are…
Destruction: The Chaos…
Both: Itself.

Światłość i Noc

I światło przestało móc patrzeć na cierpienie Świata. Wtem światłość owa wtuliła się w noc, gdzie pozostała malutkim, jednakże jak mocnym światłem w jej sercu. A Matka ma już dość męk. Mimo, że wszystkie na niej stworzenia to jej dzieci… Wybucha gniewem wulkanu, wylewa nieskończenie dużo łez, zatrzęsą jej się ręce ze złości, a innym razem, po prostu krzyczy tak głośno i mocno, że wiatr uderza o ludzkie twarze. Ale noc się bacznie temu przygląda wraz z światłem wtulonym w jej pierś. I pomyśleć, że tyle lat były wrogami, tyle wieków, tyle miliardów lat przeciwko sobie, od momentu gdy się rozdzieliły z wieczności Chaosu. Jednakże ból Matki połączył je znów. Ten głos gniewu… Ten przeraźliwy głos… Musi przestać cierpieć. Muszą jej pomóc. Ale teraz są słabsze… Już nie są tym samym Chaosem co dawniej. A teraz muszą czekać na ten jeden odpowiedni moment. Muszą czekać, aż pozostałe istoty światłe odnajdą równowagę z ciemnością. A istoty ciemności odnajdą w sobie światło… To samo światło co noc…

duch walki?

i wszystko ustało
nastała ciemność
gonią mnie cisza
i hałas zarazem włócznia
woła mnie do walki

są blisko a ja stoję
jak wryta ze strachu
czy oni mnie ominą
czy z sił opadnę pierwsza
czy z mej ręki zginą

czerwień napływa
zewsząd do mych
stóp czas zatrzymał
się sztandary naprzód pędzą
szarżują co z moim

duch walki na powrót
we mnie się budzi
dreszcz emocji przed
godnym wreszcie układ nie
wygasł czekam na

wątpliwość czy
dotrwam za dużo
w mej głowie się
dzieje moje ciche wnętrze
budzi się do

znowu czuję że
żyję wreszcie na
dłoniach mych
krew na nowo spływa
chcę tego więcej

strachu przed
mym obliczem
napawam się
tym od wieków wielu
nareszcie mogę

Rozmowa

Dlaczego jest tak, a nie inaczej?!
Sama wybrałaś tą drogę…
Dlaczego mnie nie powstrzymałaś?!
I ja tego chciałam.
Nie zgadzam się! Wychodź!
Wiesz co się wtedy stanie, czyż nie?
Wiem, ale nie obchodzi mnie to!
Nie obchodzę Cię?
To nie tak…
Więc czemu tak bardzo nie chcesz być ze mną…?
Chcę Cię obok mnie! OBOK! Chcę Twojego dotyku! Twojego ciepła! Twojego spojrzenia…!
Zgodziłaś się by było tak, a nie inaczej…
A skąd miałam wiedzieć, że to się tak skończy?!
Nie oddam Cię nikomu… Jesteś moja, a ja Twoja.
Na pioruny! WIEM! Wiem. Wiem… Chcę Cię blisko mnie na zawsze…
A tak nie jest?
Nie podoba mi się ten sposób…
Jesteśmy razem wiecznie!
Chcę Cię przytulić!
To się przytul…
To nie to samo!
Najdroższa…
Jak możesz… Wyjdź ze mnie…
Zginiemy obie…
I odrodzimy się obie…
Nie tu i nie teraz… Chcę Cię chronić… Nie opuszczę Cię!
Nie obchodzi mnie co Ty chcesz!
Nie…?
… obchodzi… Nawet nie wiesz jak bardzo… Kocham Cię… ale tak mi nie wystarczasz… Chcę więcej!
Myślisz, że ja nie?
Nie wiem czy to zniosę…
Za każdym razem będzie tak samo… Nie próbuj nawet, bo i tak Ci nie wyjdzie…
Daj mi spokój…
Ty i ja to jedno… Nie dam Ci spokoju… JA to TY i TY to JA…
Dlaczego ja się zgodziłam… Dlaczego?!
Chciałaś być ze mną na zawsze…
Nadal chcę…
Więc…?
Więc jeszcze pocierpię… Ciekawe ile wytrzymam…
Wieczność…

Zakompleksiona Edyta

Szczęście?
Czymże jest niby jego miara?
Czym ten świat zasłużył na mnie?
Czy jedyne co mi pozostało to, o zgrozo, wiara?

Miłość…
Ta sama, a jednak inna…
We własnej matce się kocham…
A córka ma we mnie, choć nie powinna…

Bogowie,
Córką i matką jestem,
Zbyt miękkie serce mam dla córki mej,
Zbyt wielkie, by być matce nieszczęściem,

Edypie!
Zabiłeś ojca swego!
Z córy ręki, mąż nie żyje!
Nie wiem, jaki sens by zabić mego!

Śmierć.
Edypie, Twym śladem pójdę.
Ślepo, o kiju, na kraniec krocząc.
Ułożę się spokojnie w trumnie i umrę.

Sadame

Nic nie jest takie jak się wydaje.
Wszystko umyka.
Z naszych rąk przede wszystkim.
Przeznaczenie sapie na nasze karki,
by z Obranej Drogi nie zboczyć.
Kpi z nas, pętając łańcuchami.
A my szamocemy się!
Walczymy z Hazardzistą Najwyższym.
A gdyby tak… popłynąć?

Wilk…?

Kiedyś może być za późno.
Za dużo łez, zbyt wiele “przepraszam”.
Momentami zastanawiam się co czuję.
Czy to przyzwyczajenie? Przywiązanie?
Lecz czy jest to prawdziwe uczucie?

Cóż myśleć mam na dzień dzisiejszy,
Kiedy Ty, zapatrzony w siebie, cofasz się
Na łono przeszłości z podkulonym ogonem?
Nie mogę się cofać. Chcę brnąć na przód!
Lecz czy Wilkiem wtedy się staniesz?

Wyobrażam sobie Ciebie w inny sposób, niż Ty sam.
Silny mężczyzna, z pewnym spojrzeniem,
Wiedzący dokąd dąży, dokąd zmierza los.
Który wie, czym jest podłoże po którym stąpa.
Lecz Ty jesteś szczeniakiem, mimo, że wierzę.

Skomlisz przy każdym kolejnym doświadczeniu.
Nie potrafisz stawić czoła przyszłości.
Zamykasz się w sobie na teraźniejszość, i błądząc
w przeszłości, szukasz pieszczot życia codziennego.
Lecz życie zakpiło z Ciebie, bo mam już dość.

Opublikowane w:  on Czerwiec 7, 2008 at 9:48 pm Komentarze (1)

Takie “życie” jest nudne…

Chcesz wyjechać? To zarób!
Chcesz się uczyć? Zarabiaj!
Chcesz na fryzjera? Nie dostaniesz pasożycie!
Idź zarabiaj! Nikt nie pozwoli, byś żerowała na innych!

Zaczęłam się głębiej zastanawiać nad życiem samym w sobie. Przecież życie jest nudne. Przynajmniej wtedy gdy robimy tak, jak oczekuje większość. Rutyna, monotonia. Bezsens. Wytłumaczcie mi proszę, dlaczego każdy musi żyć? Dlaczego, gdy ktoś chce umrzeć, nie pozwalają mu, ratują, wrzucają do psychiatryka? Przecież… To nudne…

Dobra, zgodzę się z tym, że są momenty ciekawe, dla których to właśnie chce się brnąć dalej w życie szarego człowieka. Nie jestem szara. Mam swój rozum, swoje myśli, nie jestem taka jak inni. A mimo to, wszyscy tego ode mnie wymagają. Dlaczego…? Dlaczego nie mogę się zachować tak jak ja chcę? Dlaczego wówczas staję się wyrzutkiem społeczeństwa? Przynajmniej wtedy jest ciekawie.

Wolność… Czym tak naprawdę wolność jest? Służbą? “Róbta-co-chceta”? Czy może przychodzi do nas dopiero po śmierci?

Nie dociera do mnie fakt, że dorosłość to nuda. Lecisz do pracy, harujesz za grosze jak wół, wracasz do domu, padasz, wstajesz rano i to samo. A potem przychodzi niedziela, i co? Nadal z dupskiem siedzisz w domu. Albo do marketu, może promocja jest? Oż, nie mam pieniędzy na ten telewizor… A po co w życiu nam telewizor do szczęścia? Zagraca nam życie, zabiera nam życie. Komputer też. Robi je nudne i monotoniczne.

Żyje w złych czasach. Nie powinnam była urodzić się ani w tych czasach, ani w tym miejscu. A jednak z jakiegoś powodu jestem tu i teraz. Dlaczego?

Dlaczego jak szukam to nie znajduję? Zawsze muszę czekać, aż przyjdzie do mnie. Zawsze. Kiedy szukam, to sama się gubię. I przestaję. I w tym momencie zostaje odnaleziona przez coś, co zgubiło się w tym samym miejscu co ja. Również przestało szukać.

Praca. Nudno. Za biurkiem. Nudno. Co jest dla mnie atrakcyjne i ciekawe?

Wojsko, rozwój fizyczny i umysłowy, ciągłe dążenie do idealnej figury, do idealnego kształtu, przy czym myśleć indywidualnie. Dlatego nie mogę być w wojsku ani szeregowym, ani nikim z dolnej półki.

Nauczyciel. Kształtowanie młodych umysłów. Pomaganie im zgarnąć wiedzę jaką pragną. Nie chcę byś takim nauczycielem co strajkuje, lecz takim co daje z serca, czekając na owoce.

Jaka jest kwintesencja takiego prostego życia? Po co tak żyć, gdy nie ma się celu? Dlaczego cele muszą być takie proste, oczywiste, bezsensowne? Ja chcę się rozwijać fizycznie i umysłowo. Sztuki walki. Tak, to jest to czego w życiu najbardziej potrzebuję. To jest to, co w życiu najbardziej kocham. Gdy czuję ból, krew, dźwięk stali, zgrzyt ostrzy, wtedy czuję że żyję. Pozostały czas? Sen… Sen, złudzenie… Ciężko mi odróżnić, czy to co robiłam wcześniej jest snem, czy też jawą. Bo kiedy zasypiam to inny świat budzi się do życia. I wszystko jest wspomnieniem. Jest jeden sen, z którego nie chcę się budzić, jednakże rzeczywistość podcina mi skrzydła, i spadam. Spadam w przepaść, tylko po to, by wspiąć się po wyżynach i zasnąć na nowo. Piękny sen dziś się powtórzył, za co dziękuję… Nie chciałabym tego snu przeżywać sama…

Chcę iść własną drogą, własnym życiem, w taki sposób by nikt nie narzucał mi z góry, co mam robić. Ani społeczeństwo, ani najbliżsi. Chcę działać sercem, duszą i umysłem własnym. Nie należę, do żadnych z odcieni szarości. Nie jestem też bielą na czarnym tle. Jestem czerwienią. Jest mi gorąco, jest mi źle, bucham niczym wulkan. Zwyciężę.

To życie jest za szybkie, nie podoba mi się to. Nie ma nikt czasu by usiąść i pomyśleć, gnają wszyscy za pieniędzmi, seksem, własnymi potrzebami. Nikt nie myśli. Dlaczego? Usiądź i przemyśl, co napisałam.

Nudno… Jak jest tu strasznie nudno… Nudzi mnie już prawie wszystko. Nawet to, że teraz to piszę. Spotkam się z krytyką, niezaakceptowaniem społecznym. Ale ja zawsze byłam aspołeczna, wiem o tym.

Opublikowane w:  on at 7:32 pm Komentarze (2)